News

Czy warto prowadzić zakład stolarski?

Na przestrzeni ostatnich lat polski przemysł meblarski, pod względem produkcji, awansował do ścisłego grona liderów na świecie. Jest to efekt pracy zarówno firm dużych, z kapitałem zagranicznym, jak i małych zakładów stolarskich.

Właściciele prywatnych zakładów stolarskich zgodnie twierdzą, iż własny biznes to ciężki kawałek chleba. Daje dużo satysfakcji, wymaga jednak dużych nakładów, bogatej wiedzy odnośnie materiałów i trendów meblowych, a także nieustannej modernizacji procesu wytwarzania produktu. Trzeba też znać się na prowadzeniu biznesu oraz nie tylko umieć zrealizować projekt, ale też umiejętnie go sprzedać.

Dla części mniejszych przedsiębiorców zamiłowanie do wytwórstwa mebli wynika głównie z tradycji rodzinnych, dla zdecydowanej większości jednak to świadomy wybór modelu pracy, a często też sposób na życie. Jerzy Apanowicz, mistrz stolarski w zawodzie pracuje od przeszło trzydziestu lat. Doskonale zna więc rządzące rynkiem realia. Stolarnia to poważna inwestycja. Konieczny jest duży zakład na prace stolarskie i wyspecjalizowane maszyny. Potrzebni są też solidni dostawcy, przeszkolony personel, który umie doradzić klientom, środek transportu, nie mówiąc o skutecznej reklamie, bo konkurencja na rynku jest ostra. – mówi Jerzy Apanowicz

Zamiłowanie do wytwórstwa mebli dla Jerzego Apanowicza, to trochę tradycje rodzinne ponieważ wcześniej pracami ciesielskimi zajmował się jego ojciec. Biznes w początkowych latach działał bardzo prężnie, w ostatnim czasie jednak – jak sam przyznaje – ilość zamówień na meble znacznie spadła. Dawniej w zakładzie, zatrudnialiśmy około 20 specjalistów, realizowaliśmy projekty tak nietypowe, jak modernizacje naw kościelnych, kształciliśmy przyszłych stolarzy. Zleceń było tyle, że nie nadążaliśmy z ich realizacją. Teraz nie ma motorów, które napędzałyby popyt na meble. Recesja, wzrost cen surowców i coraz mniejsza chłonność rynku – w ostatnim czasie musieliśmy zredukować liczbę pracowników. Klienci wolą kupić gotowy zestaw mebli, w dużym dyskoncie meblowym, ponieważ tam są one znacznie tańsze. Rynek zalewają też tanie meble z Chin. O kredyt na mieszkanie jest coraz trudniej. – podkreśla Jerzy Apanowicz.

Jerzy Apanowicz, podobnie jak wielu jego kolegów „po fachu” uważa też, że obecnie dużym problemem małych firm stolarskich są złe przepisy prawa podatkowego i zbyt restrykcyjne prawo pracy. Chciwość państwa jest duża. Potrzebne są ułatwienia w prawie, które pozwolą małym zakładom się rozwijać, i które będą dla nich wsparciem. – dodaje.

Z relacji stolarzy wynika też, że sporym problemem branży jest teraz brak napływu nowych "mistrzów". Mamy takie czasy, że brak chętnych do wykonywania tego zawodu. Pozamykano szkoły zawodowe i nie ma kogo nawet uczyć. Także resort pracy rzuca zakładom kłody pod nogi, bo obcina pieniądze, które firmy przyjmujące uczniów na praktyki dostają na refundację ich wynagrodzeń i składek. – ubolewa Maciej Kalina, właściciel zakładu stolarskiego w Stargardzie Szczecińskim.
Dodaje też, że trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych stolarzy mogą być w przyszłości jeszcze większe, bo od 2011 roku przyszli fachowcy mogą uczyć się zawodu także za naszą zachodnią granicą. Niemcy oferują młodym szkolenia zawodowe u siebie, w dodatku dość dobrze płatne. Jeśli nasz rząd nic z tym nie zrobi, młodzi wyjadą i będą robić piękne meble, ale dla naszych sąsiadów. – kontynuuje Maciej Kalina.

Rynek psują też tzw. „stolarscy pseudomistrzowie”. Dawniej, aby wykonywać ten zawód, najpierw trzeba było zdobyć uprawnienia i uzyskać certyfikaty. Wszyscy wytwórcy należeli do cechu i w branży nie było przypadkowych ludzi. Teraz zakład czy studio meblowe, może otworzyć każdy, bez żadnego przygotowania. Efekt jest taki, że klienci tracą zaufanie do fachowców, bo dostają produkty marnej jakości.  – dodaje Maciej Kalina.

Wspomina również, że w przeszłości branża rządziła się zupełnie innymi prawami. Niezadowolony klient mógł na przykład złożyć zażalenie w Cechu Rzemiosła Stolarskiego. Co mogło dla stolarza skutkować zwolnieniem, a nawet pozbawieniem prawa do wykonywania zawodu. Dziś klient może dochodzić swoich praw tylko w sądzie.  – kontynuuje Maciej Kalina.

Wspólnym siłami

Liczba zrzeszonych w cechu zakładów zmniejszyła się w skutek wejścia ustawy o nieobligatoryjnej przynależności. Dziś większość stolarzy decyduje się na wstąpienie w szeregi Cechu, tylko dlatego, że ciągle stanowi to swego rodzaju prestiż. Zarządy Cechów podejmują jednak działania pozwalające zachęcić członków do stałej współpracy. Cech Stolarzy Swarzędzkich, np. utrzymuje wspólny obiekt wystawienniczy o łącznej powierzchni 1.700 m2, na których prezentowane są ich wyroby stolarskie i tapicerskie. Dodatkowo, wszystkie środki pozyskane od działaczy cechu przeznaczane są na modernizację budynku oraz reklamę, na którą rocznie przekazywane jest około 40% całego budżetu. 

Także nie zrzeszeni stolarze do klientów docierają za pośrednictwem lokalnej prasy czy czasopism wnętrzarskich, najwięcej klientów jednak – jak zgodnie przyznają – trafia do nich nie z płatnej reklamy, a z polecenia. Oczywiście, czasem wykorzystujemy również różne formy reklamy internetowej i tradycyjnej – np. rozdajemy ulotki reklamowe. W naszej branży jednak klientów zna klient. Najbardziej skuteczny jest więc marketing szeptany – klienci polecają sobie nasze usługi. – mówi Robert Romanowicz, właściciel firmy RB Meble.

W tej branży zadowolenie klienta jest więc najlepszą i najtańszą reklamą jaką firma może sobie zapewnić. Jednak to niełatwy rynek, a zdobycie zaufania, które zaprocentuje kolejnymi zamówieniami - bywa trudne. Zleceniodawcy chcieliby żeby meble były wykonane z materiałów z najwyższej półki cenowej, przy czym jednocześnie nie akceptują ceny, która się z tym wiąże. Czasem zdarzają się też niezdecydowanie, niesprecyzowane oczekiwania. Zdarzają się przypadki, że projekt zabudowy meblowej przedstawiony nam przez klienta, wykonany przez współpracującego z nim architekta, wymaga znacznych modyfikacji. Dlatego, moim zdaniem dobra współpraca między projektantem, a wykonawcą mebli jest bardzo istotna. – dodaje Robert Romanowicz.

Że w dzisiejszych czasach trzeba się o klienta „postarać” przyznaje też Maciej Kalina, dodaje jednak, że jeśli wykonawca sprzedaje pełnowartościowy towar, dotrzymuje terminów i usługi wykonuje w sposób dokładny i rzetelny, nie każe sobie przy tym płacić zbyt wygórowanych stawek wówczas klient będzie zadowolony i na pewno kiedyś powróci. Lublin to prawdziwe zagłębie stolarskie. W samej naszej okolicy działa ok. 200 zakładów. Konkurencja jest więc ostra i trzeba się nastarać, żeby wyjść na swoje. My stosujemy np. grubsze okładziny i meble tak szybko się nie zużywają. Zainwestowaliśmy też w dobry program do wizualizacji mebli. – przekonuje Bartosz Pawlicki ze studia mebli kuchennych „Arcus” w Lublinie.

Facebook

Czy artykuł był przydatny?